Przejdź do głównej zawartości

Posty

Mój Top 10 Worship Songs

W tym poście nie będę za dużo pisać. Podzielę się tylko z Wami moimi ulubionymi zagranicznymi worship songs, czyli - dla niewtajemniczonych - piosenkami uwielbieniowymi. A jeśli wciąż nie rozumiecie, czym są, już spieszę z głębszym wyjaśnieniem. Piosenki uwielbienia to nic innego jak utwory, które mają na celu uwielbić czy też oddać chwałę Bogu, Jezusowi :) Często śpiewa się je w kościele podczas nabożeństwa lub na różnego rodzaju konferencjach chrześcijańskich czy spotkaniach, na których gromadzą się ludzie wierzący :) Na YouTube mam ich całe playlisty, jednak postanowiłam ograniczyć się do zaledwie kilku :D A więc do sedna: Oto mój top 10. 1. Hillsong - "Christ Is Enough" 2. Citipointe - "Presence Power Glory" 3. Hillsong United - "Came to My Rescue" 4.   Kristian Stanfill "In Christ Alone" 5. Brian Johnson - "Have It All"  6. Phil Wickham - "As It Is In Heaven"  7. Christ Qu...

Praca w szkole ... ale dlaczego?

Dziś chciałabym napisać o czymś, co od dawna jest w moim sercu, mimo że kiedyś wyśmiałabym każdego, kto choćby wspomniał o takiej możliwości, a mianowicie o tym, dlaczego chciałabym pracować w szkole.  Jak byłam młodsza, kiedy sama jeszcze chodziłam do szkoły, nie widziałam sensu w nauczaniu. Myślałam sobie, że to strata czasu i energii. Niby po co miałabym przekazywać komuś moją wiedzę? I że niby mam się uczyć tylko po to, żeby potem nauczać innych? No way. Nawet w momencie, kiedy wybrałam już kierunek nauczycielski, byłam zdania, że nigdy, przenigdy nie podejmę pracy w szkole. Choćby mnie torturowali. Never ever. Kiedy wykładowcy na studiach pytali, kto z nas rozważa i planuje taką karierę, jako jedna z nielicznych nigdy nie podnosiłam ręki. A jednak. A jednak coś we mnie uległo zmianie. Kiedy? Podczas pierwszych praktyk, które odbyłam w gimnazjum. Pamiętam jak mieliśmy do wyboru: szkoła podstawowa lub gimnazjum. Wszyscy oczywiście pobiegli do tej pierwszej, no bo dziec...

Czy masz powód do wdzięczności?

Dzisiejsza rozmowa z koleżanką, która zajmuje się ludźmi niepełnosprawnymi skłoniła mnie do trochę egzystencjalnych przemyśleń. Uświadomiła mi, że ludzie z różnego rodzaju schorzeniami, czy to umysłowymi czy fizycznymi, czerpią z życia o wiele więcej niż my, zdrowi. W czasach (oraz w kraju), w których tak powszechne jest narzekanie i biadolenie, jak to ciężko żyć i porównywanie się z innymi, jak to wszyscy mają lepiej od nas, chciałam napisać o tym, że mamy przecież tak wiele powodów do wdzięczności. Jak to jest, że o wiele łatwiej jest nam myśleć o tym, czego nie mamy, a tak ciężko jest nam zdać sobie sprawę z tego, co posiadamy? Przecież nic na Ziemi nie jest wieczne. Wszystko bierzemy za pewnik. Przecież nam się należy, prawda? A co jeśli Ci powiem, że nie? Że nic Ci się nie należy, a wszystko, co masz jest darem? Może sobie myślisz: "Co ja takiego mam?"  Zapewniam Cię, że masz wiele. O wiele więcej niż jesteś tego świadomy. Pozwól więc, że podzielę się z Tobą...

Wartościowe filmy: część druga

Cześć! Dzisiejszy post to kontynuacja lub, innymi słowy, druga część postu o wartościowych, moim zdaniem, filmach :) Część pierwszą możecie znaleźć  TUTAJ , a tymczasem zapraszam do zapoznania się z kolejnymi trzema pozycjami! :) # 4 Surferka z charakterem ( ang. Soul surfer) Film opowiada prawdziwą historię Bethany Hamilton, surferki, której rekin odgryzł rękę podczas surfowania. Film pokazuje jej zmaganie się z powrotem nie tylko do codziennego życia, ale przede wszystkim do jej pasji, jaką jest właśnie surfing. Jest to, jak większość filmów przeze mnie cenionych i polecanych, dramat obyczajowy, który pokazuje trud życia, ale jednocześnie daje nadzieję, że choć nic nie jest idealne to jednak wszystko jest możliwe. Polecam gorąco! Oglądałam go już kilka razy i jeszcze nie mam dosyć :) # 5 Ocalić życie (ang. To save a life) Tak, to kolejny dramat obyczajowy :D Nie wiem, dlaczego tak bardzo je lubię. Chyba dlatego, że dotykają głęboko mojego serca i dają dużo d...

Ucząc dorosłych pokochałam dzieci!

Mieliście kiedyś tak, że bardzo czegoś pragnęliście, a kiedy już to dostaliście, okazało się, że Wasze oczekiwania były inne i to wcale nie miało tak wyglądać? Innymi słowy - myliliście się? Ja tak właśnie mam obecnie. Marzyłam o tym, aby uczyć dorosłych. Myślałam sobie, że to takie ambitne, przyjemniejsze, bo przecież nie trzeba ich wciąż upominać tak jak dzieci, aby nie rozmawiali, nie przeszkadzali i nie robili innych dziwnych rzeczy. I co się okazało? No cóż, nie jest tak wesoło jak myślałam, że będzie. Po niecałych dwóch miesiącach nauczania dorosłych (i nie mam na myśli 18-nastolatków, a grupę 11 osób powyżej 40-stki, gdzie niektórzy przekroczyli już chyba nawet 60-tkę), stwierdzam, że ja jednak lubię uczyć dzieci! Nigdy nie sądziłam, że tak pomyślę, a co dopiero to powiem czy napiszę publicznie. Ale tak jest. Czym więc tak zaszli mi za skórę ci dorośli? 1. Wiedzą lepiej niż ja, jaka metoda jest lepsza. W końcu są starsi, więcej przeżyli więc wiedzą lepiej - proste...

Zajęcia dodatkowe dla dzieci? Czy to na pewno takie konieczne?

Dziś chciałabym poruszyć temat, który obecnie jest bardzo na czasie. Mianowicie, zajęcia dodatkowe dla dzieci. Nie zamierzam jednak pisać z perspektywy rodzica, bo nim nie jestem :) Ale jestem nauczycielem, lub, jak kto woli - lektorem, i myślę, że pozwala mi to na obserwację pewnych zachowań rodziców, które, mimo ich szczerej i dobrej woli, nie są do końca tak dobre, jakby się to mogło na pierwszy rzut oka wydawać. A więc. Weźmy takiego dziesięciolatka. Nazwijmy go Jaś. Jaś spędza w szkole około 7 godzin, a więc wstaje najpóźniej o 7, o 14/15 wraca ze szkoły. Je szybki obiad i idzie do pokoju odrabiać zadanie domowe. Kiedy skończy, pędzi na zajęcia dodatkowe z języka angielskiego. Na tych zajęciach również dostaje coś do zrobienia w domu - w końcu rodzice prosili, aby było dużo zadania więc nauczyciel przychyla się do ich prośby - tak więc Jaś wraca z zajęć angielskiego i znowu odrabia zadanie. Jest już około godziny 20, kiedy nasz Jasiek musi jeszcze powtórzyć notatki na sprawd...

Dlaczego staram się czytać Biblię każdego dnia?

Dziś chciałabym napisać o czymś, co jest najważniejszym zajęciem w ciągu mojego dnia. Mianowicie, o czytaniu Biblii czy też Pisma Świętego. Być może wydaje się to Wam dziwne, staromodne, oldschoolowe i w ogóle nie potrzebne. No bo ... niby po co mielibyśmy to robić? Nie jesteśmy przecież w zakonie, nie zamierzamy zostać księdzem czy siostrą zakonną, a więc jaki jest cel? Po co tracić czas? Przecież tam jest za trudny język, niczego nie zrozumiemy.  Czy zadawaliście sobie, lub komuś, kiedyś takie czy podobne pytania? A może teraz, widząc tytuł mojego posta, zadaliście je sobie po raz pierwszy? No więc, bez zbędnego przedłużania, zachęcam Was to zapoznania się z kilkoma najważniejszymi punktami, w których opowiem, dlaczego tak istotne jest dla mnie posilanie się Bożym Słowem każdego dnia! :)  #1 ABY POZNAĆ BOGA O Bogu możemy słyszeć niemal od urodzenia. W domu, w kościele, w filmach, od znajomych etc. Możemy dużo o Nim wiedzieć i ... tak naprawdę w ogó...